PIP kontroluje budowę, na której strajkują Ukraińcy

Dodano: 21.05.2017

PIP kontroluje budowę, na której strajkują Ukraińcy



Nie dostają należnych pieniędzy, ubrań roboczych i środków indywidualnej ochrony

Tak twierdzą obywatele Ukrainy, którzy zostali zatrudnieni na jednej z budów w Warszawie. W związku z tym od kilku dni strajkują, wspierani przez ukraiński związek zawodowy "Pracownicza Solidarność". Jak dowiedział się Onet, sprawą zainteresowała się Państwowa Inspekcja Pracy, która w piątek rozpoczęła kontrolę u ich pracodawcy.

Inspektorzy PIP kontroluję budowę, na której strajkują Ukraińcy

Ukraińcy rozpoczęli protest po tym, jak pracodawca nie wywiązał się z obietnic Właściciel firmy, w której są zatrudnieni, twierdzi, że działał zgodnie z prawem i został niesprawiedliwie potraktowany Zapewnia, że wszystko się wyjaśni po rozpoczętej dziś kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Wszystko rozegrało się na jednym z placów budowy przy ul. Bobrowieckiej na warszawskim Mokotowie. Powstaje tam budynek usługowo-mieszkalny. W styczniu przebywający legalnie w Polsce Ukraińcy, dzięki jednej ze stołecznych agencji pracy, znaleźli tam zatrudnienie u podwykonawcy jako elektrycy. W sumie w tej firmie pracowało ich dziesięciu. Na początku byli zadowoleni, stawki im odpowiadały. Szybko doszło jednak do konfliktu z szefostwem firmy.

Umowa tylko po polsku

Nasi wschodni sąsiedzi podpisali z pracodawcą umowę, sporządzoną jednak tylko w języku polskim. – Podpisaliśmy w ciemno, ponieważ nikt nie chciał nam dostarczyć umowy w języku ukraińskim. W gruncie rzeczy nie wiemy, co podpisaliśmy, ale zaufaliśmy pracodawcy, bo zapewniał nas, że wszystko jest zgodnie z polskim prawem i w porządku – powiedział jeden z Ukraińców portalowi strajk.eu, który wraz z portalem krytykapolityczna.pl jako pierwsi poinformowali o tej sprawie.

W międzyczasie właściciel firmy, wraz ze wspomnianą agencją pośrednictwa pracy, miał przygotować niezbędne dokumenty, gwarantujące legalne zatrudnienie. Ukraińcy mieli dostać je następnego dnia. Podobnie jak zaliczkę, na którą się umówili, a którą chcieli wykorzystać m.in. na wynajem mieszkania. Niestety, przez kilka następnych dni pracodawca nie wywiązywał się ze swoich obietnic. Jak twierdzą Ukraińcy, nie dostawali ani pieniędzy, ani ubrań roboczych, ani środków indywidualnej ochrony. Kiedy domagali się dokumentów, które każdy obcokrajowiec powinien posiadać przy sobie, pracodawca miał im je tylko pokazywać i stwierdzić, że odda je, jak skończą pracę.

Zdesperowani postanowili więc rozpocząć strajk. Na początku lutego zaprzestali pracy. W tej inicjatywie wsparli ich członkowie ukraińskiego związku zawodowego "Pracownicza Solidarność", funkcjonującego również w Polsce oraz Fundacja Witalija Machinko, którzy wspólnie powołali niedawno do życia "Centrum obrony ukraińskich imigrantów zarobkowych w Polsce", z siedzibą przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie. Po rozmowach z właścicielem firmy, ten przekazał pracownikom część obiecanej zaliczki, a resztą miał uregulować za kilka godzin.

- Tak się jednak nie stało. Pracownicy postanowili więc kontynuować strajk. Potem każda rozmowa z właścicielem firmy polegała na tym, że on obiecywał zwrócić pieniądze, ale tego nie robił. Tak jest do dziś – powiedział w rozmowie z Onetem Witalij Machinko.

Kontrola na budowie

Ukraińcy na początku przebywali na terenie budowy, ale ich strajk był ignorowany przez pozostałych. Potem zażądano od nich opuszczenia placu budowy. Wezwano policję. Funkcjonariusze przyjechali na miejscu i na spokojnie wyjaśniali sytuację, wysłuchując argumentów obydwu stron. Stanęło na tym, że kierownictwo budowy miało uregulować wszystkie zadłużenia i rozwiązać narastający problem do 6-7 lutego. Tak się jednak nie stało do tej pory. W związku z tym Ukraińcy nadal strajkują.

Sytuacja miała zostać rozwiązana w piątek. Obie strony umówiły się już nawet na spotkanie. Nie doszło jednak do niego, ponieważ pojawiły się inne okoliczności. Otóż jak dowiedział się Onet, sprawą zainteresowała się Państwowa Inspekcja Pracy. I dziś rozpoczęła kontrolę na budowie przy Bobrowieckiej.

– Przedstawiciele Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie sprawdzają, czy nie dochodzi tam do nieprawidłowości. Rozpoczęli kontrolę zarówno w kwestii legalności zatrudnienia, jak i pod kątem przestrzegania przepisów BHP i zapewnienia odpowiednich warunków w miejscu pracy. Ostatecznie ma to służyć rozwiązaniu konfliktu między pracodawcą a pracownikami, o którym zostaliśmy poinformowani – mówi Onetowi Jarosław Leśniewski, dyrektor Departamentu Legalności Zatrudnienia Państwowej Inspekcji Pracy.

- Chcę też podkreślić, że dla nas nie ma żadnego znaczenia, jakiej narodowości są pracownicy, wszystkich traktujemy tak samo i tak samo powinni ich traktować pracodawcy. Ta kontrola potrwa zapewne kilka dni. To, kiedy będą jej wyniki, zależy od woli współpracy z kierownictwem firmy – podkreśla Jarosław Leśniewski.

Właściciel firmy: wszystko było, jak należy

Udało nam się skontaktować z właścicielem firmy. Najpierw stwierdził, że zarzuty wysuwane przez Ukraińców pod jego adresem są nieprawdziwe i wszystko wygląda zupełnie inaczej. Nie podał jednak konkretów.

– Nie chcę tego komentować. Od wyjaśniania takich spraw są odpowiednie instytucje, jak np. Państwowa Inspekcja Pracy, która była u mnie na kontroli. Poczekajmy więc na jej ustalenia i wyniki tej kontroli. Jeżeli chodzi o pracowników, postaram się spotkać z nimi w weekend, najpóźniej w poniedziałek i wyjaśnić z nimi całą sprawę – powiedział nam w kolejnej rozmowie, już po wizycie wspomnianych inspektorów, właściciel firmy, który chce pozostać anonimowy.

Natomiast na łamach portalu krytykapolityczna.pl, mężczyzna stwierdził m.in., że został potraktowany niesprawiedliwie. Przekonywał, że zrobił wszystko, jak należy, że ulokował Ukraińców w domu, w którym mieszkają polscy pracownicy, zapłacił za taksówki dla tych, którzy byli na dworcu, a jednemu, który miał samochód, miał dać 400 zł na paliwo i zużycie pojazdu. Zaś wypłacona zaliczka miała być gestem dobrej woli.

Twierdził też, że zażądano od niego wypłacenia pieniędzy 1 lutego, mimo że robi to regularnie dziesiątego dnia każdego miesiąca i trzyma się tej zasady. Zapewniał, że przekazał wszystkie niezbędne dokumenty do właściwych instytucji, by Ukraińcy mogli pracować legalnie. Stwierdził też, że byli nieprzygotowani do pracy, a przebywali na placu budowy po to, by każdy mógł pokazać, co potrafi.



Szukasz pracowników z Ukrainy? Skontaktuj się z nami


Kontakt